Orlen Wisła Płock - Górnik Zabrze. Wygrana Nafciarzy. Zadecydowała druga połowa.

Damian Kelman
Damian Kelman
plock.naszemiasto.pl
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Szczypiorniści Orlen Wisły Płock w meczu inaugurującym 10. serię PGNiG Superligi mierzyli się na swoim obiekcie z Górnikiem Zabrze. Do przerwy goście nieoczekiwanie prowadzili 14:13, ale ostatecznie to Nafciarze wygrali 27:21.

Chaotyczna gra Nafciarzy

Spotkanie Nafciarze rozpoczęli od gry obronnej i pierwszy atak gości udało się powstrzymać. Z niewymuszonej sytuacji rzut trafił w poprzeczkę, ale przy zbieraniu piłki nasz zawodnik wpadł w pole karne. Po chwili już Górnicy się nie pomylili, lecz szybko odpowiedzieliśmy rzutem Zoltána Szity. W następnej akcji defensywna spisała się jeszcze lepiej i przejęliśmy piłkę, zmuszając rywali do przerwania naszej kontry faulem, w efekcie czego na ławkę kar powędrował Michał Adamuszek, lecz piłka trafiła do przyjezdnych. Fragment w przewadze zupełnie nie ułożył się po naszej myśli. Zabrzanie rzucili dwie bramki, my odpowiedzieliśmy jedną, a w dodatku karę otrzymał Mirsad Terzić. Po chwili z kolei czerwoną kartką w zespole przyjezdnych obejrzał Sebastian Kaczor i przez minutę graliśmy po pięciu. Najpierw nasz rzut nie trafił w bramkę, lecz pierwszą skuteczną interwencją w bramce popisał się broniący od początku Krystian Witkowski, a niebiesko-biało-niebiescy szybko wykorzystali pustą bramkę i doprowadzili do remisu - 3:3. Następna akcja zespołu ze Śląska przyniosła jednak ich kolejną bramkę, a także kolejne wykluczenie - tym razem dla Fernandeza. Wisła miała nieoczekiwane kłopoty w konstruowaniu swoich sytuacji i w końcu, w 8. minucie goście wyszli na dwubramkowe prowadzenie po wykorzystanym rzucie z siedmiu metrów. Nafciarzom w miarę szybko udało się je jednak zniwelować, a nawet wyjść na prowadzenie. W 13. minucie tablica wyników pokazywała rezultat 7:6, który z powodu słabych rzutów i błędów nie zmienił się po naszej stronie do końca pierwszego kwadransa gry. Goście w tym czasie odpowiedzieli jedną bramką.

Orlen Wisła Płock - Górnik Zabrze. Wygrana Nafciarzy. Zadecy...

Męczarnie Wisły

Wtedy to sygnał do ataku dał Witkowski, który w jednej akcji dwukrotnie zatrzymał gości, a po kontrze na ponowne prowadzenie wyprowadził nas Mikołaj Czapliński. Nafciarze nie potrafili jednak opanować boiskowej sytuacji i prędko goście mogli wyjść na prowadzenie, lecz w bramce rozkręcał się nasz młody zawodnik, w efektowny sposób powstrzymując kontrę zabrzan. Wisła cały czas miała swoje kłopoty, ale ostatecznie to ona pierwsza rzuciła dziewiątą bramkę, tracąc ją ponownie w następnej akcji i wówczas o czas poprosił Xavi Sabate. Przerwa na żądanie zdała się przynieść korzyść. Najpierw trafienie zaliczył Sergei Kosorotov, a następnie, po wyrzuceniu piłki w aut przez gości, na 11:9 podwyższył Michał Daszek. Było to jednak bardzo złudne, bo goście w następnej sytuacji zdobyli bramkę, a niewiele później, po czasie - tym razem dla Marcina Lijewskiego - wyrównał Paweł Dudkowski na sześć minut przed końcem połowy. Mecz w tym fragmencie stał jednak pod znakiem dublowanych bramek, bo z kolei ponownie my zaliczyliśmy dwa trafienia z rzędu, a następnie znów goście i na nic się zdały udane interwencje Witkowskiego - w 28. minucie było 13:13. Przyjezdni rzucili zresztą trzy bramki z rzędu i ponownie objęli prowadzenia, a na ławkę kar powędrował jeszcze Niko Mindeghia. Do końca połowy nie byliśmy już w stanie odpowiedzieć i na przerwę schodziliśmy przegrywając 13:14. Końcówka meczu miała identyczny przebieg jak we wtorkowym spotkaniu z niemieckim zespołem. Wówczas też prowadziliśmy pod koniec połowy dwoma trafieniami, by ostatecznie schodzić do szatni ze stratą jednej bramki. Nafciarze nawet nie najgorzej radzili sobie w obronie, wiele razy zmuszając sędziów do sygnalizacji gry pasywnej w ofensywie zabrzan, ale ostatecznie na końcu czegoś brakowało i traciliśmy kolejne bramki. W ataku natomiast panował istny chaos i nieskuteczność okraszony głupimi błędami.

Trzynastominutowy zastój Górnika

Niebiesko-biało-niebiescy drugą część gry rozpoczęli w przewadze, po tym jak w końcówce pierwszej części drugą karę otrzymał Adamuszek. Udało nam się zdobyć rzut karny, po raz kolejny doskonale wyegzekwowany przez rosyjskiego speca od "siódemek w barwach Wisły". W płockiej bramce znać o sobie już od samego początku dał Adam Morawski, który rozpoczął tę część gry między słupkami, ale podobnie dobrze w bramce gości spisał się Jakub Skrzyniarz i nie udało nam się powrócić na prowadzenie. Dopięliśmy tego dopiero w następnej akcji po stracie piłki przez zabrzan i kontrze Przemysława Krajewskiego - 15:14. Goście bardzo słabo rozpoczęli drugą odsłonę głównie w ataku. Nie pomagało im nawet nasze gubienie piłki. Rozgrywali długie, rwane akcje, a w dobrych sytuacjach mylili się niemiłosiernie, marnując, między innymi, rzut karny. Taki stan rzeczy pozwolił nam, wreszcie, na powolne budowanie przewagi, która w 38. minucie sięgnęła pierwszy raz trzech goli. Zabrzanie stanęli całkowicie, a Nafciarze dorzucali kolejne gole. I chociaż Skrzyniarz w bramce starał się trzymać Górnika przy życiu, w 40. minucie było 19:14. Przyjezdni nie rzucili zatem żadnej bramki w tym okresie i ich szkoleniowiec poprosił o przerwę. Na nic się to jednak zdało. Kolejna bramka też należała do Wisły, a rzucił ją Marek Daćko. Przełamanie Górnika nastało dopiero w 43. minucie, gdy Adama Morawskiego w końcu pokonał Igor Bykowski.

Wisła zrobiła swoje

Prowadzenie 5-6 bramkami Wisła utrzymywała do 47. minuty, kiedy to na ławkę kar powędrował Igor Sladowski. Wydawało się, że to dobra okazja, byśmy dołożyli jeszcze kilka bramek, ale przy pierwszej sposobności zatrzymany został Kosorotov. Rosjanin zrobił swoje jednak już w następnej ofensywnej akcji, a później trafił Krzysztof Komarzewski i na dziesięć minut przed końcem wygrywaliśmy 24:16, co oznacza też, że przez dwadzieścia minut pozwoliliśmy rywalom na zdobycie dwóch bramek. Na tym etapie jasnym już było, że Wisła tego spotkania nie zdoła przegrać, dlatego w poczynania zawodników hiszpańskiego trenera wdarło się rozluźnienie, głównie w obronie. Nafciarze dorzucali również swoje bramki i ostatecznie wygrali 27:21.

Następny mecz Wisła rozegra we wtorek, wracając do rywalizacji na europejskich parkietach. Tym razem czeka nas wyjazd do Francji na mecz z tamtejszym Fenix Toulouse. Początek rywalizacji 23 listopada o godzinie 20:45.

Znamy przyszłość Roberta Kubicy. WYWIAD

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie