Wisła Płock - Łudogorec Razgrad. Porażka na zakończenie obozu w Turcji [RELACJA]

Damian Kelman
Damian Kelman
Sebastian Wiciński / Wisła Płock S.A.
Udostępnij:
Wisła Płock powoli kończy swój obóz przygotowawczy w Turcji. Zwieńczeniem tego etapu treningów był czwartkowy sparing z bułgarskim Łudogorec Razgrad. Mecz odbył się w nietypowym formacie - rozegrano dwie połowy po sześćdziesiąt minut - a mecz zakończył się porażką Nafciarzy 1:2 (1:2).

Skład Wisły

Bramka: Rafał Wolski 29'
I połowa: 1. Krzysztof Kamiński - 15. Kristián Vallo, 25. Jakub Rzeźniczak, 4. Adam Chrzanowski, 77. Piotr Tomasik - 32. Fryderyk Gerbowski, 92. Dominik Furman, 6. Damian Rasak - 24. Marko Kolar, 10. Rafał Wolski, 20. Łukasz Sekulski.
II połowa: 1. Krzysztof Kamiński (80, 99. Bartłomiej Gradecki) - 33. Damian Zbozień, 2. Damian Michalski, 3. Milan Obradović (111, 21. Igor Drapiński), 5. Anton Krywociuk (120, 17. Marcel Błachewicz) - 7. Radosław Cielemęcki, 94. Dušan Lagator, 23. Filip Lesniak - 11. Jorginho, 8. Patryk Tuszyński, 16. Bartosz Zynek (111, 91. Tomasz Walczak).
Żółte kartki: Dominik Furman, Damian Rasak, Dušan Lagator.

Ostatni sparing w Turcji

Spotkanie Wisły z Bułgarami odbyło się w nietypowym formacie 2x60 minut. Pierwsi do ataku ruszyli Nafciarze, ale nasi rywale szybko uporali się z atakiem i zaraz byli stroną dominującą, która dłużej próbowała utrzymywać się przy piłce. Pierwsza groźna sytuacja mogła być już w 4. minucie, lecz dośrodkowanie w pole karne Łudogorca zostało rozczytane przez Krzysztofa Kamińskiego, który wyszedł do piłki i zgarnął ją. Minutę później to już my oddawaliśmy pierwszy strzał w tym meczu - prawą stroną pomknął Fryderyk Gerbowski i dośrodkował na dalszy słupek do Rafała Wolskiego. Ten od razu zgrał do Łukasza Sekulskiego, ale strzał naszego napastnika został zablokowany z czego mieliśmy rzut rożny, a sam korner zakończył się strzałem z dystansu Rafała Wolskiego po krótkim słupku, lecz został wybroniony przez bramkarza. Początek meczu był naprawdę szybki, bo chwilę później to napastnik przeciwnika wdarł się w nasze pole karne swoją prawą stroną, ale uderzył bardzo niecelnie. Przez kilka kolejnych minut piłka wędrowała od jednego pola karnego do drugiego, aż w 13. minucie mieliśmy rzut wolny, po którym dwukrotnie groźnie zrobiło się pod bramką przeciwników. Niestety, żadna z okazji nie zakończyła się nawet celnym strzałem. Pierwszy kwadrans był zatem bardzo udany w wykonaniu Wiślaków, którzy nie dali się stłamsić rywalom i to ostatecznie oni byli stroną przeważającą. Dowodem na to była 16. minuta i kolejny strzał. Tym razem po wrzutce Wolskiego główkował Sekulski, lecz piłka poszybowała nad poprzeczką.

Przeciwnicy odpowiedzieli nam bardzo groźną okazją w 19. minucie, która była dość podobna do naszej poprzedniej okazji. Z lewej strony dośrodkował jeden z zawodników prosto na głowę swojego kolegi z zespołu. Ten główkował celnie, ale prosto w ręce "Kamyka". Zaraz jednak popełniliśmy prosty błąd w przerzucie i tuz przed polem karnym faulował Adam Chrzanowski. Celny strzał jeszcze wybronił nasz goalkeeper, ale wyraźnie zaspali defensorzy, którzy pozwolili dobić piłkę do pustej bramki. Od 21. minuty przegrywaliśmy zatem 0:1. Po stracie bramki nastał trochę rwany moment i nie mogliśmy opanować sytuacji, a rywale dorzucili nam drugie trafienie. W 25. minucie wrzutka z prawej strony spadła prosto na głowę napastnika, który, nie bez problemów, pokonał Kamińskiego i podwyższył prowadzenie. Tym razem Nafciarze zareagowali lepiej i usiedli na rywali. Najpierw przełożyło się to na stałe fragmenty, a następnie w 29. minucie piłkę na skraju pola karnego otrzymał Wolski. Powtórzył on niemalże wyczyn Bartosza Zynka z ostatniego sparingu i zmniejszył naszą stratę, strzelając kolejną przepiękną bramkę.

Po półgodzinie gry sędzia zarządził krótką przerwę na wodę, po której kolejny kwadrans był bardziej spokojny, jeśli chodzi o sytuacje, ale nie o tempo gry, bo piłka na zmianę znajdowała się na jednej i drugiej połowie. Jedyną okazję, ale za to bardzo groźną, mieli nasi zawodnicy, chociaż była ona trochę dziełem przypadku. Po składnej akcji piłkę po ziemi dośrodkować chciał Vallo, a defensor naszych rywali próbował ją wybić, lecz ta trafiła prosto w poprzeczkę i odbiła się tuż przed linią. Kolejne minuty również toczyły się w podobny sposób, a następna lepsza okazja znów należała do Wisły. W 52. minucie po rzucie wolnym Dominik Furman rozrzucił futbolówkę na prawą stronę, skąd dośrodkowania próbował Vallo. Piłka tym razem wylądowała na głowie Chrzanowskiego, ale młody obrońca znacząco przestrzelił. Końcówka połowy należała do Wisły, która praktycznie nie schodziła z połówki przeciwnika, ale to oni mieli szansę na podwyższenie prowadzenia. W 60. minucie piłkę na jedenastym metrze otrzymał jeden z ich zawodników. Minął obrońcę do zewnętrznej strony i spróbował strzału po długim słupku, lecz Kamiński wyciągnął się jak struna i sparował piłkę na rzut rożny. Schodziliśmy zatem do szatni przegrywając 1:2.

To nie była zła połowa w naszym wykonaniu, a przez jej większość gra albo my byliśmy stroną przeważającą albo mecz był na tyle wyrównany, że takiej nie dało się wskazać. Bułgarzy mieli trochę szczęścia, zwłaszcza przy sprokurowaniu rzutu wolnego na 1:0, po którym na moment się pogubiliśmy, ale potrafiliśmy wrócić do gry. Najbardziej aktywni po naszej stronie byli zdecydowanie Wolski i Vallo, a często do sytuacji dochodził też Sekulski. W środkowej strefie najczęściej pokazywał się natomiast Fryderyk Gerbowski, chociaż mogło to wynikać z tego, że Furman z Damianem Rasakiem mieli trochę więcej zadań defensywnych. Wisła jednak zdecydowanie pokazała się korzystnie na tle mocniejszego rywala - mistrza Bułgarii.

Porażka na koniec obozu

Druga połowa rozpoczęła się ponownie od szybkich ataków i przemieszczania się z piłką od jednej pod drugą bramkę, lecz bez żadnych strzałów, a godnym zauważenia w pierwszych dziesięciu minutach był z pewnością rajd Milana Obradovicia, który przebiegł z piłką pół boiska i zdecydował się na prostopadłe zagranie do Jorginho, jednak nieskutecznie. Kolejnych 20 minut było natomiast jeszcze spokojniejsze. W tym okresie drużyny próbowały atakować, ale też robić to bardziej w składny sposób, poprzez rozgrywanie akcji podaniami. Niestety, żadnej ze stron nie przyniosło to pozytywnego skutku i wciąż czekaliśmy na jakiekolwiek okazje. Nieco gorętszej zrobiło się dopiero w 90. minucie, gdy atakowali Bułgarzy. Wówczas z prawej strony piłka trafiła na szesnasty metr, a tam strzelał jeden z zawodników Łudogorca, ale został zablokowany.

Po pół godzinie gry ponownie nastąpiła przerwa na wodę. Po powrocie obraz gry za bardzo nie uległ zmianie, a jak ktoś atakował, to jednak byli to nasi przeciwnicy. W 95. minucie oddawali kolejny strzał z narożnika pola karnego, ale ponownie była to niecelna próba. Jedna z nielicznych naszych prób w 97. minucie przyniosła rzut wolny. Wrzutka została wybita przed pole karne, gdzie dopadł do niej Jorginho i spróbował strzału. Futbolówka odbiła się od ręki jednego z defensorów i sędzia wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Patryk Tuszyński, ale bramkarz dobrze odczytał jego zamiary i, niestety, obronił rzut karny. W odpowiedzi zaatakowali rywale - tym razem lewą stroną. Znów spróbowali strzału ze skraju pola karnego i tym razem próba była celna po krótki słupku. Dobrze spisał się jednak Bartłomiej Gradecki.

Na kwadrans przed końcem ruszyliśmy z kontratakiem. Prostopadle Jorginho wypuścił Patryk Tuszyński, a nasz skrzydłowy dopadł do piłki i od razu spróbował strzału z dystansu. Piłka minęła ostatecznie bliższy słupek, a więc wynik w dalszym ciągu nie uległ zmianie. Po tej akcji, mimo że Wisła powinna odrabiać straty, to Bułgarzy wrócili do kontrolowania piłki, utrzymując się z nią na naszej połowie i budując kolejne ataki pozycyjne. Kończyło się jednak tylko na dośrodkowaniach lub niecelnych podaniach, ale i tak nie potrafiliśmy w żaden sposób odpowiedzieć. Jeszcze w 119. minucie nasi rywale zagrali długą prostopadłą piłkę do wybiegającego zawodnika. Ten dopadł do niej i wycofał do nabiegającego partnera, lecz ofensywny zawodnik w pierwszym kontakcie uderzył bardzo niecelnie. W doliczonym czasie Bułgarzy mieli kolejną okazję. Najpierw z wolnego uderzał Spas Delew - były piłkarz Pogoni Szczecin - ale dobrze spisał się Gradecki, wybijając do boku. Futbolówkę, co prawda, przejął jeszcze zawodnik rywali, ale uderzył bardzo niecelnie i sędzia zakończył mecz, w którym musieliśmy uznać wyższość przeciwnika, przegrywając 1:2.

Podsumowując, w drugiej połowie zaprezentowaliśmy się zdecydowanie gorzej niż w pierwszej części rywalizacji. Zdecydowanie brakowało nam kreacji i "szumu" w środku pola, które wcześniej robili Wolski czy Gerbowski. Radosław Cielemęcki również nie najlepiej spisał się w środkowej strefie i lepiej wyglądał poprzednio, gdy grał piętro wyżej. Sparing pokazał zatem jakie różnice istnieją między naszym pierwszym, a drugim garniturem, zwłaszcza w ofensywie. Trener Maciej Bartoszek zyskał kolejny cenny materiał do analizy.

Wyniki sparingów

  • Wisła Płock - Neftçı Baku 1:1 RELACJA
  • Wisła Płock - Rubin Kazań 0:0 RELACJA
  • Wisła Płock - FK Radnički 2:2 RELACJA
  • Wisła Płock - Łudogorec Razgrad - 1:2
  • Wisła Płock - Skra Częstochowa - 1 lutego

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie